poniedziałek, 30 czerwca 2014

RODZIAŁ V

Weszłam do domu. Mama gotowała obiad. Kiedy weszłam do kuchni, moja młodsza siostra, Kim rzuciła we mnie kotletem.
- Kim! - krzyknęła mama. Była ubrana w długą, zwiewną sukienkę, a jej blond włosy opadały jej na ramiona. Tu zwróciła się do mnie. - Chcesz obiad Saruń?
Nienawidziłam tego przezwiska. Saruń. Jak to brzmi. Ehh.
- Tak. Jestem baaardzo głodna. A co jest?
- Hamburgery.
- No dobra może być.
Wzięłam talerz i poszłam do swojego pokoju. Był to typowy pokoik na poddaszu. Ściany były pomalowane na niebiesko, a meble były w kolorze soczystej pomarańczy. Lubiłam to połączenie kolorów.
Rzuciłam się na łóżko. Myślałam o Zac'u, ale bardziej zastanawiałam się nad tym co Juss ukrywa.
Myślałam chyba 3 godziny.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam szybko na dół.
Otworzyłam drzwi.
- Hej Saro. - zobaczyłam Amelię z książkami w moim progu. - Co słychać? Może się pouczymy na jutro?
Wiedziałam, że coś wisi w powietrzu.
- O, hej Amelia. Jasne, wchodź.
Poszłyśmy do mojego pokoju.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytałam
- Nie, dzięki.
- No ten ... emmm po co przyszłaś.
- Chciałam z tobą porozmawiać.
- Amm... o czym? - zawachałam się
- Bo wiesz ty jesteś taka super i taka śliczna i wogóle taka odważna, a ja ... em nie mogę ci powiedzieć.
- Jak zaczęłaś to mów. - uśmiechnęłam się do niej.
- Jestem przyrodnią siostrą Jess.
- OMG. Współczuję.
- Nie ma czego. Ona się nie wpieprza w moje życie. Raczej ja współczuję tobie.
- Dlaczego?
- Byłam dzisiaj w pokoju Jess i znalazłam kartkę z planem jak cię upokorzyć przed całą szkołą. Zemsta za Zac'a.
- Oł.
Wtedy zaczęłyśmy się już śmiać i gadać na luzie. W końcu wyszło na to, że Amelia nocowała u mnie.
Fajnie się gadało. Amelia jest super.

Rozdział IV

Wyszłam na korytarz. Koło mnie stał Juss.
Podeszła do nas dyrektora.
Swoim skrzeczączym głosem wypowiedziała zdanie:
Dzie... znaczy młodzi dorośli... macie dzisiaj skrócone lekcje. A teraz wymarsz mi stąd niewychowane dzie... znaczy młode pokolenie!
- Czy tylko ja mam wrażenie, że ona za każdym razem chciała powiedzieć dzieci ? - powiedziałam do Juss'a
- Hahaha nie. Ona tak zawsze. Nie lubi nas.
- To dlaczego jest dyrektorką w szkole? - chciałam rozwinąć temat
- Tego nikt nie wie.
Juss tak szybko zakończył temat jak go zaczął. Wiedziałam, że coś jest na rzeczy, tylko nie wiedziałam co.
  Byłam zbyt rozkojarzona, żeby teraz o tym myśleć. Wsiadłam w pierwszy autobus i pojechałam do domu. Cały czas myślałam o Zac'u i o Juss'ie.

ROZDZIAŁ III

Weszłam do szkoły. Było cicho i pusto. Pewnie wszyscy są już w klasach. Powiedziałam sama
do siebie.
Zgubiłam się.
W myślach.
I w uczuciach.
A także w świecie.
Nie wiedziałam gdzie i jaką mam teraz lekcję.
Wtedy podeszła do mnie dziewczyna z mojej klasy.
Ah tak pamiętam. Siedziałam z nią na geografii. Rysowała coś.
Pomyślałam sama do siebie.
- Hej, emmm Sara, tak? - jej cichy głos zabrzmiał w bezludnym korytarzu.
- Tak. - uśmiechnęłam się do niej.
- Zapewne nie wiesz gdzie teraz mamy lekcje. - parsknęła śmiechem. - Biologia. Chodź. Pójdziemy razem. - uśmiechnęła się do mnie.
Poszłyśmy długim korytarzem. Było ciemno. Chyba zaraz zacznie pdać. Błysło się. Boję się burzy.
Kiedy szłyśmy dostrzegłam, że koleżanka, której imienia nie znałam, jest śliczną szatynką o piwnych oczach. Była szczupła i miała dołeczki w policzkach. Dziewczyna wręcz idealna. Ale samotna.
Weszłyśmy do sali biologicznej. Dopiero teraz dostrzegłam, że Juss chodzi ze mną do klasy.
Zajął nawet dla mnie miejsce koło niego. O Jezusie !!! Pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos, bo koło mnie nadal stała NIEZNAJOMA ZNAJOMA. Tak wie dziwne. Nieznajoma znajoma.
Usiadłam koło Juss'a. Byłam skrępowana. Czułam się nieswojo.
- Hej Saro. - wyszeptał do mnie.
- Hej Juss. - powiedziałam ciszej niż on, bo akurat wtedy przechodziła SZALONA PANI PROFESOR JUNDENST.
- Emm Juss?
- Tak?
- Jak ma na imię ta dziewczyna co weszła ze mną do klasy?
- Ahh. To jest Amelia Hondwart. Wzorowa uczennica. Nawet lepsza ode mnie. Bo wiesz plastyka mi jakoś nie idzie.
- Aha. Rozumiem.
Jundenst włączyła jakiś przyrodniczy film. Nuuudy. Całą lekcję przegadałam z Juss'em.
Mądry i przystojny. Rzadko spotykane połączenie.
Zadzwonił dzwonek na przerwę.

KOLEJNY GŁUPI RODZIAŁ :)

NA ZDJĘCIU AMELIA HONDWART

Rodział II

Weszłam do klasy. Pan Rodgest przedstawił mnie klasie. Czułam się nieswojo, ale myślałam, że to normalne. Nudziłam się na tej lekcji. Wiedziałam wszystko co ten pokręcony belfer gadał. Miałam go dość.
W głowie miałam cały czas obraz chłopaka Jess. Przystojny jest. Można to przyznać... ale było coś, a raczej ktoś... ktoś to zakazywał mi tak myśleć...Jess.
  Kiedy dzwonek zadzwonił na przerwę, wyszłam z klasy. Koło drzwi stała już Ann z... chłopakiem Jess.
Zaczeła coś gadać, ale ja jej nawet nie słuchałam. Byłam zbyt wpatrzona w wysokiego bruneta z brązowymi oczami. Ideał.
- Emm... Sara? - Ann próbowała wrócić mnie do żywych.
- Tak? Co jest? - odpowiedziałam nieco skrępowana.
Czułam, że jestem cała czerwona.
- Saro to jest mój najlepszy kumpel Zac. Zac to jest moja nowa kumpela Sara.
- Miło mi cię poznać. - odpowiedział przyjaźnie.
- Mi..i..i również. - Jąkałam się. Wiedziałam, że on to zauważył.
Wtedy podszedł do nas kumpel Zac'a, Juss. Też był przystojny. Nawet bardziej niż Zac, ale on miał to coś w sobie czego nie ma żaden inny.
- Saro to jest mój kumpel Juss. - powiedział Zac ze swoim anielskim uśmiechem, który sprawił, że kolana się pode mną ugieły.
- Miło mi cię poznać Saro. - Juss wydał mi się w tym momencie taki uroczy, że miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam co myśleć.
Poszliśmy wszyscy do parku koło szkoły.
  Był ciepły poranek, ale ja się cała trzęsłam. Z jednej strony Zac, a z drugiej Juss.
Bałam się tylko jednego... co będzie jeśli przyjdzie tu dziewczyna Zac'a?
Bałam się jej. Nie wiedziałam do czego jest zdolna.
Ann zauważyła, że czymś się martwię. Była naprawdę spostrzegawcza.
- Emm.. chłopaki chodźcie już, wracamy. - Ann wiedziała co robić.
- A...ha no okay. - odpowiedzieli Zac i Juss
Wstaliśmy z ławki i poszliśmy stronę szkoły.
Szliśmy w jednym rzędzie. Ann wtedy pociągła mnie za rękę, mówiąc do Zac'a i Juss'a
Sorry chłopaki, ale musimy coś obgadać... wiecie te babskie sprawy. 
Zgodzili się. Juss pocałował Ann w policzek, a JA NIE WIEDZIAŁAM O CO CHODZI!
Byłam zakłopotana. Ann pociągła mnie za rękaw bluzy. I zaczęła swoje tematy.
- Sara? wiesz, ja zauważyłam, że Zac wpadł ci w oko.- zaczęła chichotać
- Nieeeeeeee - zawsze jak kłamałam to przedłużałam końcówkę wyrazu, ehh.
- Saro.. nie warto no wiesz... chodzi o Jess. Ona jest do wszystkiego zdolna. Uwierz mi.
Wzięłam sobie radę Ann do serca.
- Ann?
- Tak?
- Czy ty i Juss... jesteście parą?
- Hahahhahahahahhaha na rozum padłaś? Ok, wiem Juss jest fajny i przystojny, ale nie w moim typie.
- Aha. Tak tylko pytam.
- Oj oj. Sarcia buja się w dwóch przystojniakach. - Ann wybuchła śmiechem. Podobał mi się jej śmiech. Był taki prawdziwy. Kiedy Ann się śmiała, uśmiech sam przychodził. Zapominało się o smutkach.
Polubiłam Ann i to bardzo.
Weszłyśmy do szkoły i w tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcje.


GŁUPIE :P

ROZDZIAŁ I

  Wchodzę do budynku szkoły. Korytarz jest zapełniony. Stresuję się. Boję się. Nikogo tu nie znam. Nie wiem gdzie iść. Ta szkoła jest taka wielka. Wyciągam z torby plan lekcji. Hmmmm... teraz mam geografię w sali 234. Tylko gdzie to jest? Dostrzegam tylko jakąś blondynkę, która samotnie stoi przy oknie. Wydaje się przyjazna.
- Cześć. Jestem Sara. A ty? - próbuję nawiązać z nią kontakt
- Cześć. Nie obchodzi mnie kim jesteś. Weź stąd spadaj. Narka. - odpowiada mi ta blondynka.
Czuję się urażona. Zza moich pleców dochodzi głos...
- Nie przejmuj się. Ona taka jest dla każdego. Typowa gwiazdeczka tej szkoły. Jestem Ann. A ty? - wysoka, szczupła brunetka uśmiecha się do mnie przyjaźnie. Wydaje się spoko.
- Sara. - odpowiadam z pewnością.
- Widzę, że jesteś nowa, hę? Pewnie jeszcze nie ogarniasz tej szkoły. Tak, wiem ogromna jest.
- Taaa, dokładnie.
- Jaką masz teraz lekcję, Saro?
Ann w pewnym momencie zaczęła być strasznie nachalna, chociaż lepiej niż by miała być wredna jak ta blondynka.
- Geografię w sali 234.
- O super. Ja mam chemię w 232. Chodź pod klasę. Za 3 minuty dzwonek, a chyba nie chcesz spóźnić się pierwszego dnia.
Ann wydała mi się nadzwyczaj miła. Nikt jeszcze dla mnie taki nie był.
  W drodze pod klasę Ann zaczęła temat, którego się spodziewałam.
- No to Saro, spodobał ci się jakiś chłopak.
Poczułam się skrępowana.
- Zbytnio się jeszcze nie przyglądałam.
Odpowiedziałam szybko. W tym momencie zadzwonił dzwonek. Ann poszła pod swoją klasę. Ja zostałam sama.
  Właśnie teraz przeszedł koło mnie przystojny chłopak. Cud. Ale szybko się zniechęciłam do niego. Powód? On jest chłopakiem tej "blondyny"... chyba Jess jeśli dobrze usłyszałam.
  Jess zauważyła, że gapię się na jej chłopaka i spojrzała na mnie morderczym wzrokiem i pocałowała go. Poczułam się niezręcznie i ona to zauważyła.
Pożegnała się ze swoim chłopakiem i podeszła do mnie szyderczo mówiąc Trzymaj się od niego z daleka, a wszystko będzie dobrze. Po czym śmiejąc odeszła ze swoją "służącą" Katy.



Hah, wiem że głupie.

Bohaterowie

No to teraz już tak na serio zacznę pisać jakieś opowiadanie :)

POSTACIE


Sara Nigelten. Ma 15 lat, mieszka razem z mamą i młodszą siostrą na przedmieściach NowegoYorku. Zaczyna pierwszy rok w nowej szkole. Nieśmiała, wrażliwa. 



Zac Rifteng. Ma 16 lat, mieszka z rodzicami i młodszym bratem w centrum Nowego Yorku. Typowy podrywacz.



Mama ( Ashley ) i siostra ( Kim ) Sara'y. 




Brat ( Patric ) Zac'a.



Ann Lonlind. Ma 16 lat. Dziewczyna z klasy Zac'a. Nowa najlepsza przyjaciółka Sary. 
Typowa flirciara. 


Juss Rimdgen. Najlepszy kumpel Zac'a. Wzorowy uczeń. 





Jess. 17 lat, szkolna gwiazdeczka. Wredna dla Sary. Dziewczyna Zac'a. 




RESZTA OSÓB DOJDZIE Z CZASEM. TO SĄ TACY GŁÓWNI BOHATEROWIE. 




Piosenka

Hah, wiem, że głupia. Wymyślona z nudów i głupoty.

Muzyka : https://www.youtube.com/watch?v=W9V13sN9pqs
Tekst:

Kiedyś myślałam co by było
gdybym cie poznała wcześniej
miałabym spokój i satysfakcje
że nie muszę znosić ciebie

Potrzebuję ciebie, twojej miłości
ciebie i twego uścisku
Chciałabym żebyś  przy mnie ciągle był
Lecz jest to nie możliwe

Łatwo jest się zakochać
Trudniej jest się odkochać
Serce samo wybiera
Tego jedynego

Myślałam że tak będzie łatwiej
Kiedy dam sobie spokój
Przestane o tobie myśleć
Lecz już nie daje rady tak żyć
 Whoo  Whoo lecz już nie daje rady tak żyć

teraz jak myślę to zaczynam się bać
mój rozum podpowiada że
tak jest lepiej ale serce
jest przeciwne temu wszystkiemu

Łatwo jest się zakochać
Trudniej jest się odkochać
Serce samo wybiera
Tego jedynego

Myślałam że tak będzie łatwiej
Kiedy dam sobie spokój
Przestane o tobie myśleć
Lecz już nie daje rady tak żyć

Łatwo jest się zakochać
Trudniej jest się odkochać
Serce samo wybiera
Tego jedynego

Teraz już wiem że  cie kocham
Myślę o tobie cały dzień
 i całą noc  
Lecz to i tak nie pomoże
Ale chcę żebyś wiedział
że kocham ciebie
Daję sobie spokój
lecz pamiętaj że
kocham ciebie
Potrzebuję ciebie,
twojej miłości
ciebie i twego uścisku
Chciałabym żebyś przy mnie był
Whoo whoo Lecz jest to nie możliwe
Łatwo jest się zakochać

Czekam na komentarze :)